Piątkowy upojny wieczór. Chłopak poznaje dziewczynę, odwozi ją do domu taksówką. Chwila nieuwagi sprawia, że ona znika mu z oczu, zostawiając w jego dłoniach swoją … torebkę.
Powyższa sytuacja przydarzyła się w ubiegłym tygodniu mojemu znajomemu. Tamtego wieczoru już się nie znaleźli.
Ale żyjemy w czasach Facebooka … Następnego dnia chłopak dostaje telefon od nieznajomej, która znalazła kontakt, zgadnijcie gdzie.
To tak słowem wstępu.
Co by było gdyby Fejsbuka nie było? Ile zdjęć byśmy nie zobaczyli, ile znajomości nie nawiązali i w końcu ile torebek nie odzyskali? A może nasze relacje społeczne wróciłyby na dawne tory (spotkania na żywo), nasze dzieci znów zaczęłyby rozpoznawać swoich ojców/matki, a może po prostu pojechalibyśmy na ryby?
Pewna osoba (mogę tylko powiedzieć, że jest to dziewczyna i że na Facebooku siedzi codziennie zawodowo) zgodziła się na 7 dni zerwać z Facebookiem.
Wzięła wolne w pracy i przez ten okres będzie nas informowała jak zmienia się jej życie. Jest to bardzo interesująca i twarda dziewczyna, także i wpisy będą interesujące (i może twarde, nie wiem).
Swoje przemyślenia/przygody będzie mi podsyłała mailem.
Co w tym niesamowitego? Jak twierdzi znajomy psycholog (i jak pokazują przykłady ze świata), Facebook to prawdziwe cudeńko do uzależniania ludzi. Podobno wykorzystują mechanikę behawioralną (czy jakoś tak). Nie łatwo się od niego oderwać, co widzę po sobie – nie wiem czy w tygodniu przeżywam jeden dzień bez F. Każda moja czynność na komputerze jest przerywana impulsywnym przeglądaniem tablicy.
Pewnie każdemu z nasz przydałby się tydzień bez Facebooka. Chętnych zapraszam do przyłączenia się do akcji indywidualnie.
Zaczynamy od czwartku. Moc!
.jpg)